Template
Template Template
Template piątek, 21 lutego 2020 Template

Szukaj

kontakt

Kto jest On-line

Naszą witrynę przegląda teraz 2 gości 

Logowanie



Licznik odwiedzin

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj11
mod_vvisit_counterWczoraj12
mod_vvisit_counterW tym tygodniu76
mod_vvisit_counterW tym miesiącu201
mod_vvisit_counterWszystkich odwiedzin77714
Reklama
Reklama
 
Template
Wiosna 2008

WIOSNA 2008


Marzec 2008 roku nie mógł nas zbyt długo utrzymać w mieście. Coraz cieplejsze dni, coraz więcej słonka i... zapału do pracy! Ale sporo czasu spędziłam spacerując po ogrodzie i załamując ręce, zastanawiałam się od czego zacząć??? W nocy śniła mi się taka mała zgrabna kopareczka :), która rozwiązała by moje problemy z zalegającymi korzeniami i nierównym terenem. Spacerując po wsi zaglądałam gospodarzom na podwórka: a nuż u któregoś takie cudo zobaczę i "po sąsiedzku" wypożyczę... A ponieważ z natury nieśmiała jestem, na snach się skończyło.

Zaczęłam od wygrabienia sporej ilości liści i igieł i szyszek. Pomyślałam, że czeka mnie taka praca kilka razy w roku, zwłaszcza wiosną i jesienią i zaczęłam się zastanawiać co robić z taką ilością "materiału"? Góry kompostowe rosną, zresztą zdążyłam już się naczytać na forum o tym jak zakładać kompostownik i mimo, że jeszcze ekspertem nie jestem, to wiem, że z samych liści, szyszek i igieł dobrego materiału nie będzie. Będę musiała o tym pomyśleć.

Zaprosiłam Tatę, pomyślałam: doświadczony ogrodnik, który pierwszy swój ogród zakładał na rumowisku, a drugi na kartoflisku i wybudował w swoim życiu kilka altanek i innych ogrodowych "architektur", np:

...na pewno doda OTUCHY i kilka cennych wskazówek :). Tata przyjechał, pospacerował, popatrzył...

i stwierdził.... że bez cięższego sprzętu nie damy rady!!! To samo powtarzali inni, którzy problem poznali. I tak targały mną wątpliwości, aż któregoś słonecznego ranka.....


Postanowiłam, że na zachętę ;) zajmę się tą częścią ogródka, która najmniej mnie przerażała.  Konieczne było pozbycie się starej, rzadko koszonej trawy, która poprzerastała w zbite, mocno wystające kępy.

Musiałam wypracować jakąś metodę, bo niemożliwe było "zwykłe" kopanie szpadlem ze względu na płytko rozchodzące się grube korzenie sosen. Do tego dochodziły długie korzenie mniszka :(...

Widły, pazurki i dużo płynów do picia. Wbijałam widły dość płytko, pod kątem, tak aby podważyć kępę, potem na kolanach dokładnie otrzepywałam ją z ziemi. I tak kępa po kępie rosła góra kompostowa. W marcu ziemia była jeszcze mięciutka i wilgotna więc kopało się nawet miło...  Pierwszy oczyszczony fragment został od razu wstępnie wyrównany i ubity pod wysiew trawy. Postanowiłam również wytyczyć PIERWSZE RABATY, w których miały się pojawić pięknie kwitnące różaneczniki i azalie

W kwietniu 2008 na tej rabacie pojawił się mój pierwszy w życiu różanecznik

...i od razu popełniłam błąd przy sadzeniu: pożałowałam kwaśnego torfu i ściółki z kory, przekonana, że igły i szyszki dostatecznie zakwasiły glebę i mam idealne warunki dla kwaśnolubnych. Niestety, brzegi liści zaczęły brązowieć i roślina nie wyglądała zdrowo, mimo, ze zdążyła pięknie zakwitnąć. Brak ściółki spowodował wysychanie, co zauważyliśmy po tygodniu nieobecności w Osolinie. Oczywiście błędy naprawiłam, wymieniając glebę wokół kwiatka i ściółkując zebranymi w ogrodzie szyszkami. Zauważyłam również, że rozwijające się młode listki tego różanecznika są jasno-brązowe i lepkie. To mnie oczywiście przestraszyło nie na żarty, ale eksperci na Forum Ogrodniczym uspokoili mnie, że to naturalne dla niektórych odmian

Postanowiliśmy razem z MMŻ*, że nie będziemy jeszcze siać trawy w tej części ogrodu przed domem ze względu na plany budowy tarasu, na co będzie potrzeba trochę terenu choćby na wysypanie piachu, czy składowanie materiałów. Przeniosłam się więc do tej bardziej dzikiej części ogrodu, aby ją troszkę poskromić :) Znów grabiłam, zbierałam szyszki, resztki spróchniałych gałęzi, kolejny raz pryskałam herbicydem, wypatrując przy tym każdy nieśmiało zieleniący się odrost jeżyn.

I wtedy postanowiłam, że utworzę rabatkę dla skalniaków w obrębie trzech blisko siebie rosnących  brzóz. Na kolanach, po kawałku wydzierałam kłącza perzu, a musiałam to robić dokładnie, gdyż do tej pory nie odrosły i mój niby-skalniaczek jest "czysty" a roślinki ładnie się rozrosły!

Pierwsza rabatka w tej części ogródka dała mi dużo radości i nadziei, że jednak możliwe będzie stworzenie tu przyjaznej przestrzeni, jednak po kilku miesiącach obserwacji i pielęgnacji wiem, że na wersję ostateczną zagospodarowana tego miejsca trzeba będzie jeszcze poczekać.

Grabiąc liście po zimie odkryłam w kącie ogrodu urokliwy cienisty kącik pod młodym świerkiem, za drewnianą budką, służącą obecnie za domek narzędziowy. Pod liściową pierzynką powstała warstwa żyznej, wilgotnej ziemi, w której od razu wyobraziłam sobie piękne kępy funkii, paproci i konwalii. Jak pomyślałam, tak zrobiłam, posadziłam roślinki, podlałam i .... czekałam na efekty.

Posadziłam jeszcze tuż przy siatce dwa krzaczki  mahonii ostrolistnej, która również dobrze rośnie w cieniu.

Okazało się jednak, że mój cienisty zakątek tylko wczesną wiosną, za sprawą topniejących śniegów, ma tak cudownie wilgotne podłoże. Wraz z czasem i rosnącą temperaturą   ogród pokazał całą prawdę o sobie: ziemia tu sucha, piaszczysta, w sam raz dla sosen, perzu i podagrycznika!. Całe pięć dni nieobecności w ogrodzie przy bezdeszczowej pogodzie sieje straszne spustoszenia! Konieczne będzie nawiezienie dobrej ziemi i nawadnianie, nawadnianie... Ale przedtem należało wyrównać teren, a do tego podchodziliśmy z dużymi obawami. Bez kopareczki , tylko szpadel i taczka...

************************************************************

Niezmiernie cieszy mnie praca w ogrodzie i bardzo żałuję, że jeździmy do "leśnego raju" tylko w weekendy. Są to dwa dni w tygodniu, w czasie których trzeba się również zająć domkiem, ale także wypocząć, choćby zwiedzając piękne okolice Osolina na rowerach. Odliczając czas niepogody oraz takie tygodnie, w których trzeba było zostać w mieście, niewiele tego czasu zostaje. Ja jednak tłumaczę sobie, że nie urządzamy ogrodu na wyścigi, w tygodniu mamy sporo czasu na przemyślenia i dzięki temu być może uniknęliśmy wielu błędów i niezaplanowanych działań.

Tymczasem, szczęśliwi, że w ogrodzie się przejaśnia, zwieźliśmy ogrodowe mebelki, aby godnie przyjąć pierwszych gości na grilla! Mebelki w tym miejscu (pięknie odnowione) pasują trochę jak... kwiatek do kożucha, ale co tam! Można wygodnie usiąść i obserwować piękny zachód słońca, albo szalejące w koronach drzew wiewiórki!


Maj - czerwiec 2008

 


Tyle jest przyjemnych chwil w życiu ogrodnika! Bardzo lubię wizyty w centrach ogrodniczych ! Muszę mieć wtedy przy sobie osobistego Stróża, który zadba o to, aby nie zakopać całej pensji w ziemi

Klony to przepiękne drzewa! Kiedyś będę miała kolekcję....

Na razie mam jednego... Tu na zdjęciach wczesną wiosną i latem (w towarzystwie bergenii i małej hosty)

Jest to klon palmowy Acer palmatum atropurpureum, który przysporzył mi sporo problemów. Powinnam raczej powiedzieć, że to ja mu przysparzałam kłopotów sadząc w nieodpowiedniej, gliniastej ziemi, wystawiając na ostre słońce i wiatr i nie zapewniając mu odpowiedniej wilgoci w powietrzu, przez co o mało go nie straciłam! W porę wykopałam go z ziemi z ociekającymi wodą korzeniami, przycięłam prawie przy ziemi martwe gałązki i umieściłam w donicy z drenażem na dnie. Ziemia lekko kwaśna, ściółka i częste zraszanie. Na drugim zdjęciu widać, że mu się te zabiegi spodobały:). Kiedy już "wydobrzeje" znajdę mu odpowiednie miejsce w ogrodzie.

Lato 2008


 
Template
Template Template Template
Template Template