Template
Template Template
Template piątek, 21 lutego 2020 Template

Szukaj

kontakt

Kto jest On-line

Naszą witrynę przegląda teraz 9 gości 

Logowanie



Licznik odwiedzin

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj12
mod_vvisit_counterWczoraj12
mod_vvisit_counterW tym tygodniu77
mod_vvisit_counterW tym miesiącu202
mod_vvisit_counterWszystkich odwiedzin77715
Reklama
Reklama
 
Template
Smolec - ogródek I

17 sierpnia 2005r. odebraliśmy klucze od mieszkania wraz z tzw. tarasem ziemnym, czyli ogródkiem przy mieszkaniu na parterze. Ogródek o powierzchni niecałych 100m2 otacza mieszkanie z dwóch stron i  jest nieco poniżej poziomu przyległego ciągu pieszo-jezdnego.

 

 

 

 

 

 

Ziemia jak w całym Smolcu - gliniasty czarnoziem nie przepuszczający wody. Po pierwszym deszczu porobiły się spore kałuże. Świetnie rosły sobie chwasty. Z uwagi na konieczność szybkiego wykończenia mieszkania (odebrane w stanie deweloperskim) nie było możliwości zajęcia się ogródkiem. W październiku, przed zimą udało się przekopać i odchwaścić całą powierzchnię.

Na wiosnę 2006 roku okazał się, że teren po budowie "usiadł" a nasz ogródek jakby trochę bardziej się zapadł. Szczęśliwym trafem spotkaliśmy miejscowego ogrodnika, u którego zamówiliśmy całą wywrotkę ziemi specjalnie przygotowanej z uwzględnieniem gliniastego podłoża. Ziemia jest świetna - zachowuje się jak gąbka - wchłania i kumuluje wodę. Do dzisiaj nie zdarzyło się, żeby powstała choć jedna drobna kałuża. Natychmiast po nawiezieniu, zanim chwasty zdążyły się zorientować, że jest nowe puste i żyzne miejsce, posialiśmy trawę. Tygodnie podlewania (a lato było upalne) i oczekiwania na pojawienie się darni opłaciło się. Trawa wzeszła pięknie tworząc gruby "mięsisty" dywan.

 

Ale nie tylko trawa miała królować w naszym „chusteczkowym” ogródku! Zaraz zabrałam się za sadzenie krzewów i bylin, aby jak najszybciej cieszyć się kolorami, różnorodnymi kształtami i zapachami kwiatów. Od Taty dostałam kilka ładnych własnoręcznie wyhodowanych roślin, dzięki czemu mój ogródek nie był na początku taki bardzo pusty.

 

Czekam niecierpliwie, aż starannie pielęgnowane roślinki zmienią mój pusty jeszcze ogródek w miejsce zaciszne, osłonięte trochę od zgiełku ulicy. I będę mogła w niedzielny czerwcowy poranek zasiąść pod krzewem jaśminowca z filiżanką kawy..., lub zaprosić sąsiadkę na herbatkę i pyszne maliny. Krzakami malin podzielił się ze mną Tata, zajadamy się nimi już od pierwszego sezonu po posadzeniu. To tylko kilka krzaków, nie wystarczy na zimowe przetwory ale oczywiście nie o to mi chodziło. Bardzo lubię owoce „prosto z krzaka”.

Staram się, aby między byliny i krzewy wplatać roślinki sezonowe. Są wyjątkowe, ponieważ kwitną wyjątkowo długo. Wymagają trochę zachodu, zwłaszcza kiedy chcę wyhodować je sama z nasionek, ale satysfakcja jest wtedy ogromna. Bardzo polubiłam aksamitki, kobeę, tunbergię, lobelię. W planach mam jeszcze mnóstwo innych jednorocznych, o ile starczy mi czasu i miejsca na parapecie. Zapraszam do galerii, którą co jakiś czas wzbogacam nowymi zdjęciami.

3 czerwca 2009

Okazało się, że aksamitki, tunbergie i inne roślinki będą w tym ogródku uprawiać teraz nowi Właściciele. "Poszedł w dobre ręce" z powodu naszych nowych planów mieszkaniowych, a ja rozpoczynam kolejny ogródkowy rozdział, tym razem z nieco mniejszym ogródeczkiem przy domku szeregowym, ale o tym później......

Nowym Właścicielom życzę duuuużo satysfakcji z własnego kawałka ziemi!!!

 
Template
Template Template Template
Template Template